Mądrzy ludzie powiadają, że sprawiedliwość jest ślepa. Podobno miłość – takoż, ja natomiast do tej zacnej grupy niedowidzących pań dodałabym jeszcze modę, która nie dość, że ociemniała, to w dodatku wredna, w związku z czym zaskakująco często straszy ona – z mniej lub bardziej wyrafinowanym okrucieństwem – Bogu ducha winnych ludzi, zmuszonych do mimowolnego obserwowania garderobianych poczynań bliźnich.
Jako dziewczę z natury raczej niestrachliwe na ogół całkiem nieźle radzę sobie z modowymi szkaradzieństwami, które regularnie przychodzi mi podziwiać na cudzych grzbietach, odwłokach i kończynach. Ze stoickim spokojem przeżyłam więc na ten przykład dość nagły kombak koszmarnych spódnic-bombek, podejrzewając nie bez satysfakcji, że nawet wątły tyłek Kate Moss wygląda w nich niczym dorodna trzydrzwiowa szafa. Bez większych emocji przyjęłam również powrót z zaświatów upiornych legginsów z lajkry, noszonych ponownie w towarzystwie bluzek, z całkowitym pominięciem dolnej części przyodziewku. Zupełnie jak za starych, dobrych, przedszkolnych czasów, choć tym razem bez nadruku z Myszką Miki.
Nieco więcej wysiłku kosztowało mnie pogodzenie się z wynaturzeniami o charakterze obuwniczym, aczkolwiek i one po pewnym czasie przestały przyprawiać mnie o stany lękowe. Mimo, że do założenia butów z czubem potrafiłaby skłonić mnie tylko jedna okoliczność – rola we Władcy Pierścieni lub kolejnej ekranizacji Wiedźmina. W innym przypadku nie widzę powodu, by prezentować się niczym mały, złośliwy gnom w ogromnych kamaszkach, do którego niechybnie musiałabym się upodobnić, przedłużając swoją i tak imponującą stopę idiotycznym czubem.
Po świecie modowych potworków z godnym pozazdroszczenia uporem wciąż krąży jednak taki, z którym za diabła nie potrafię sobie poradzić, mimo najszczerszych chęci i usilnych starań. Wobec rozmiarów grozy, jaką nieodmiennie budzi we mnie to straszydło, wszelkie próby uciszenia lęku, okiełznania go i oswojenia okazują się być bowiem całkowicie bezowocne. Moje oczy przy okazji każdego takiego traumatycznego spotkania wrzeszczą, przerażone mrożącym krew w żyłach widokiem, a zmysł estetyczny kuli się gdzieś w okolicach mojej lewej pięty, błagając, by go nie gwałcić.
Dlatego ja również błagam. Apeluję, proszę i zaklinam: Panowie! Miejcie litość! Nie zakładajcie skarpetek do sandałów!!
