Czas powiedzieć prawdę: pod moim łóżkiem straszy. Przez długi czas całkiem skutecznie udawało mi się ignorować ten fakt i przymykać oko na to, co dzieje się na tym pozornie niewidocznym, sprytnie ukrytym przed ludzkim okiem za pomocą zwisającego kocyka, poziomie podłogi. Nadeszła jednak pora, by przerwać to pełne zakłamania milczenie. Tam naprawdę straszy.
Przekonałam się o tym dziś rano, kiedy to – wiedziona nagłym przypływem obowiązku, spowodowanym w dużej mierze świadomością jutrzejszego egzaminu – zapuściłam niewinnego żurawia w podłóżkowe czeluście, aby wygrzebać stamtąd podręcznik. Już sam pomysł spędzenia niedzieli z panem Klemensiewiczem, którego opasłe tomiszcze Historii języka polskiego ze względu na wagę i format powinno się rozdawać na kursach samoobrony dla kobiet, był wystarczająco upiorny. Prawdziwe przerażenie ogarnęło mnie jednak, gdy okazało się, że pan Klemensiewicz nie stanowi jedynej formy życia, z jaką zetknąć się można pod moim ulubionym meblem. Poza wspomnianym zacnym językoznawcą odkryłam tam bowiem istną kolonię martwych lub mniej martwych literatów.
Z lewej strony (od góry zerkając) patrzył na mnie nienawistnie pan Schulz, którego od stycznia odnoszę do biblioteki i wciąż dojść tam nie mogę. Jeśli dobrze pamiętam pod łóżko wrzuciłam go więc chyba po to, by uciszyć w ten sposób wyrzuty sumienia. Tuż obok niego, nie mniej poirytowany, choć – dzięki Bogu – nadal żywy, ulokował się pan Pilch. Za to wciąż upokarzająco obklejony fiszkami po tym, jak wykorzystałam go niecnie, przygotowując się któregoś wieczoru na zajęcia. W zeszłym miesiącu bodajże. Nieco głębiej odnalazłam również przykurzonego już nieco pana Orwella. Zabijcie mnie, ale nie mam pojęcia skąd się tam wziął. Podobnie jak pan Krajewski w towarzystwie (sic!) całej kultury popularnej (nawiasem mówiąc, te moje podłóżkowe czeluście okazują się być zatrważająco pojemne – gumowe, czy jak??).
Wiem natomiast, co robił pod łóżkiem pan Wojaczek. Pamiętam nawet, jak cisnęłam go tam w pasji, wyrażając w ten sposób swój protest przeciwko dokuczliwej niemożności spłodzenia niczego błyskotliwego na temat jego poezji. Przypadkowymi ofiarami tej literackiej prze- i niemocy stali się wówczas, niejako przy okazji, także autorzy Bardzo Mądrych Opracowań jego twórczości, z nieudolnie zbindowanym, okrutnie rozlatującym się panem Cudakiem na czele. W dodatku przykrytym złośliwie kupką zrealizowanych rewersów, których małą armię udało mi się zlokalizować gdzieś na południowy wschód (nadal zerkając z góry) od pana Schulza.
Na tym przerwałam podłóżkowe oględziny. Chyba wolę nie wiedzieć, jakie jeszcze świństwa i straszydła udałoby mi się tam odkryć, gdyby wpadłoby mi do głowy zajrzeć głębiej.
Po tym traumatycznym przeżyciu powzięłam jednak stanowcze postanowienie: od dzisiaj śpię na kanapie. Mogłabym co prawda posprzątać po prostu pod łóżkiem, i owszem, to byłoby nawet rozsądne wyjście. Ale obawiam się, że nie dałabym rady. Za bardzo się boję.
Jak to dobrze, że pod moje łóżko żadna książka się nie zmieści, więc tam zamiast się kryć pod tworzą dość okazałą wieżę tuż obok.
Najważniejsze to to, że sami jeszcze nie wychodzą, jak to się zdarzało swego czasu w czeluściach lodówki ;]
Ktoś musi przytulić tego Schulza! Przecież ONI go zjedzą! Givyt2mi Bejbe! ;D
Powodzenia jutro! :)
Oficjalnie oświadczenie: z silnego podłóżkowego squad’u oficjalnie odłączył się pan Klemensiewicz z bandą Słowian. Zapewnili mi 5 z egzaminu i straszyć przestali. Pilnie poszukuję zastępstwa, bo reszta straszydeł czuje się teraz samotna ;]
Mnie to Klemensiewicz dziś prawie zabił, jak szłam z dworca do domu. Nikt nie uprzedzał, że waży on tysionc pincet cztery tony :/ I też chce być już po egzaminie, ooo!
Pozwolę sobie przygarnąć tego Klemensa, niech teraz straszy pod moim łóżkiem, zainspirowany postanowiłem wychylić żurawia takoż, oto efekt:
-plecak z wdzięcznym napisem kiddys, to nic, że dla szkrabów, na rajdach większy ni potrzebny;
-reklamówka, niestety nie przypominam sobie z jakiego łupu, prawdopodobnie za 20mln lat wchłonęłaby się w całości;
-kilka niezidentyfikowanych obiektów latających zwanych “kłaczkami”, zgroza;
-samotny kapeć szukający partnerki.
Możemy zrobić dila – z dziką radością oddam Ci dziada Zenona, gratisowo dorzucę jeszcze partnerkę dla kapcia, tylko zabierz ode mnie tego parszywca!
Jeszcze trochę pomieszka pod moim łóżkiem i zacznę się moczyć w nocy ;p
a ja jestem ciekawa, gdzie wylądowała mapa świata, bo jeśli jest ona pod łóżkiem, to mogę stwierdzić, że w pewnym sensie czuję się uspokojona, Dojczlandia nie zostanie przez Ciebie szybko napadnięta i zniszczona ^^ ;p
A poza tym czemu moje “podłóżko” także straszy?