Piszę Bardzo Mądrą Pracę. Plotka głosi, że tłumaczenie Ulissesa zajęło Maciejowi Słomczyńskiemu 13 lat – obawiam się, że mam spore szanse pobić jego rekord, bo ta moja nocna, chałupnicza dłubanina idzie mi niestety wyjątkowo opornie. Choć ambicje mam zdecydowanie mniejsze, niż pan Maciej.
Podejrzewam, że ciężki poród mego szpetnego, pseudonaukowego dziecięcia przebiegałby dużo sprawniej, gdyby odizolowano mnie od wszystkich dobrodziejstw cywilizacji, które aktualnie pod ręką posiadam; z Internetem na czele. Cudowne sam na sam – tylko Łord, bezdenny dzbanek kawy i ja. Odseparowane od reszty świata pomieszczenie, w którym powinno się mnie w takiej asyście zamknąć, mogłoby znajdować się na przykład gdzieś w Kolumbii. Panu Wojaczkowi pewnie i tak nie uczyniłoby to większej różnicy, w jakiej części ziemskiego globu powstaje kolejny niezwykle błyskotliwy referat na temat jego twórczości, natomiast mnie takie tymczasowe przenosiny mogłoby bardzo ułatwić życie.
Powód jest prosty (i przepyszny): kawa. Kolumbia, do której – nie wiedzieć czemu – nie przylgnął jakoś przydomek Krainy Kofeiną Płynącej, wydaje mi się być w związku z tym drobnym, acz niebywale istotnym szczegółem, jednym z miejsc, w których bezapelacyjne powinnam się w tej chwili znaleźć. Skoro produkuje się tam 0,68 miliona ton kawy rocznie to musi być raj na ziemi. Raj, w którym życie, obficie zaprawione życiodajnym napojem bogów, jest cudowne, a wszelka aktywność twórcza rozwija się bujnie, choć od niechcenia.
Zwłaszcza, że Kolumbia zajmuje także jedną z czołowych pozycji na świecie, jeśli chodzi o produkcję innych wesołych substancji. Głównie kokainy. Nie, żebym propagowała tu jakieś szemrane teorie, ale mam poważne podejrzenie, że – przynajmniej na początku stosowania – wpływa ona na poprawę koncentracji i podwyższenie zdolności intelektualnych nie gorzej niż kawa. Dzięki czemu napisanie Bardzo Mądrej Pracy byłoby zapewne pestką, zabawą na jedno popołudnie. Nikogo nie powinien zatem dziwić geniusz takiego pana Marqueza. Na jego miejscu też stałabym się szczęśliwą laureatką Nagrody Nobla.
A w razie literackiego niepowodzenia zawsze miałabym szansę na znalezienie bogatego męża – wszak Kolumbia, poza kawą i kokainą, obfituje również w złoża ropy naftowej. I jest całkiem nieźle zaopatrzona w szmaragdy, które przepięknie mogłyby się komponować z zielenią mych ócz. Przybrawszy postać pierścionka zaręczynowego od jakiegoś obrzydliwie majętnego nafciarza na przykład.
•
Ostateczny termin oddania mojej Bardzo Mądrej Pracy upływa w piątek. Obawiam się, że do tego czasu władze Kolumbii mogą nie zdążyć rozpatrzyć mojej prośby o udzielenie azylu naukowego ani przyznać mi obywatelstwa. Wygląda więc na to, że mój ciężki poród będę musiała doprowadzić do szczęśliwego finału sama, tu, na polskiej ziemi. Co może niestety negatywnie odbić się na walorach intelektualnych mojego płodzonego właśnie w bólach wytworu. Zwłaszcza, że czas ucieka, a praca jakoś nie bardzo chce powstawać.
Dlatego żywię nieśmiałą nadzieję, że słowik to, a nie skowronek porykuje mi właśnie za oknem. I że jeszcze ranek nie tak bliski…
gonia, mój człowiek od picia kawy ;]
pisząc to i wprowadzając w siebie pierwszy kubek powietrza pragnąłbym Ci odradzić wyjazd do Kolumbii. W ogóle dlaczego ona skoro największym jej producentem jest Brasil brasil? czy nie chciałabyś podążyć to kraju gdzie “ranek dnia ukarze wolności smak”? :> a Kolumbia… tam nawet własnych bohaterów narodowych (czyt. piłkarzy :| ) potrafią zastrzelić więc… Brasil brasil :>
Hmmm… Myślałam nad tą Brazylią. Ale Kolumbia wysunęła się na prowadzenie ze względu na jeden drobny szczegół, czyli kokę ;]
Poza tym wolę jednak mieć gdzieś na podorędziu tego obrzydliwie bogatego nafciarza, w razie, gdyby się jednak okazało, że pisać nie umiem i powinnam się za mąż wydać, zamiast jakąś tfu!-rczosć uskuteczniać ;D
Gonia, Ty tu notek nie smaruj, tylko do pracy, sio! Bo poucinam dready… ;>
Gooonia, a jeśli już pojedziesz do tej Kolumbii i tam się zaklimatyzujesz to zrobisz mi ten kolumbijski przysmak kawowy ze skarpetki? ;> Tak ładnie, ładnie proszę ;] A poza tym Kolumbia to znakomity wybór, może załapiesz się do jakiejś rólki w telenoweli? Wszak jednym z najlepszych ‘dzieł tasiemcowych’ to właśnie kolumbijska ‘Brzydula’ ;]
A poza tym jestem z Ciebie dumna, tylko Ty potrafisz połączyć przyjemne z koniecznym ;p a teraz wracaj pisać swe wojaczkowe dzieło ;]
Kawa i Internet.
Nieee chceeee więceeeee…!
Powodzenia przy Rafałku. Kopnij w dupiszcze i pójdzie rachu ciachu!
O Wielki Wojaczku Rafale, jeśli nie poddasz się interpretatorskim operacjom Goni, to zobaczysz! Tak, tak to groźba jest! Mało się pod łóżkiem należałeś, a mogą przyjść gorsze czasy! Spytaj Hłaski, on wie ;)
A co do kawy, ostatnio Lenka częstowała taka prawdziwą, prosto z narkotycznej Kolumbii. Ale jakoś jej nie ufam! I jej ekspresowi do kawy, prosto z Czech Republic, też nie!
a co do potentata naftowego to sprawdź może horoskop, skoro lutowe odnalezienie “ukochanego” się nie udało to może coś piszą o tym :>
masz jeszcze szanse, moze ud ci sie, moze, w koncu to nie J.J.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kolumbia
“Od wielu lat Kolumbia jest w czołówce państw o największej liczbie zabójstw i porwań”
Cóż, nawet Kraina Kofeiną Płynąca nie jest doskonała ;p
A Ty zawsze zwracasz uwagę na najbardziej negatywne aspekty sytuacji. Mnie w tym artykule najbardziej zainteresował fragment:
“Ponad 10 procent dochodu narodowego Kolumbii pochodzi z produkcji narkotyków, głównie kokainy. Uprawia się również kawę (2 miejsce na świecie), wydobywa się ropę naftową, jest również najwięcej szmaragdów na świecie.” :D
Chyba jednak na miejscu prędzej byś została porwana/zabita niż byś skorzystała z wydobycia ropy czy też największej na świecie liczby szmaragdów.
Bądź okay, nie bierz!