dla G., który niestety nie dostrzega piękna różu
Dawniej życie było prostsze. Człowiek, poznający świat z całą powagą swych lat pięciu, żył jeszcze w błogiej nieświadomości, nie mając pojęcia o istnieniu potworów, należących do gatunku budzików. Dzień rozpoczynał więc radośnie, budzony czule, acz skutecznie, przez krzątającą się po domu mamę. Tudzież babcię, jeśli los uśmiechnął się do niego w sposób szczególny i obdarował go jakąś.
Niemal wszystko robiło się samo – śniadanie, czekające już na kuchennym stole, starannie ułożone i gotowe do przywdziania na grzbiet ubranie, nawet przyozdobione kolorowymi gumkami do włosów kiteczki, wymagające zaledwie chwili bezruchu. Buty zakładały się same, bo przewidujący producenci rozsądnie zaopatrywali je w rzepy, zamiast w sznurowała. Nawet tatowy rower sam wystawiał się z piwnicy – wystarczyło z godnością zasiąść na jego bagażniku, oprzeć stopy na specjalnie w tym celu skonstruowanych podpórkach, chwycić się mocno… i już było się w przedszkolu.
Tak. Dawniej człowiekowi żyło się zdecydowanie lepiej. A na dodatek wolno mu było bezkarnie miłować kolor różowy.
Skwapliwie korzystałam więc z tego faktu, stosunkowo wcześnie doszedłszy do wniosku, że jestem cinką i to cinką nie byle jaką. Stuprocentową, marzącą o karierze tańcowatki i śpiewatki oraz – nieco później – o nie mniej dziewczyńskim zawodzie pani sędziarki (tej od piłki nożnej, nie od wymiaru sprawiedliwości). A to zobowiązywało. Starannie dobierałam więc barwę przedmiotów, znajdujących się w moim najbliższym otoczeniu, konsekwentnie zaspokajając swe młodociane potrzeby estetyczne i nieposkromioną tęsknotę za różem. Trzeba przyznać, że wielkiej filozofii to nie wymagało, ponieważ różowe musiało być po prostu wszystko – od ulubionej filiżanki począwszy, przez gumki do włosów, kredki i pluszową wiewiórkę o wdzięcznym imieniu Czipi, na szczoteczce do zębów skończywszy. Nie mniej różowo prezentowała się w tamtym błogosławionym okresie moja szafa, bo i w niej królowała długo ta przeurocza barwa. Do spółki z sukienkami, bo co to za cinka, co w portkach chadza?
Kres tej różowo-kieckowej manii położyła ostatecznie babcia Anielka (zawód: Najcudowniejsza Babcia Na Świecie). Dość nieoczekiwanie. Po którejś z kolei dzikiej awanturze, spowodowanej bezskuteczną próbą przymusowego ustrojenia mnie w spodnie, w akcie desperacji zawlokła mnie do kuchni i, wskazując przez okno najbliższą uliczną latarnię oraz siedzące na niej ptaszyska, zakrzyknęła z rozpaczą: Zobacz, Turku jeden, nawet wrony w spodniach chodzą!. Podziałało. Niestety.
•
Różowy nigdy się nie starzeje ani nie wychodzi z mody. Jest jednym z kolorów, po które najwięksi projektanci sięgają najchętniej. Sukienki w kolorze shocking pink (wylansowanym przez Elsę Schiaparelli w latach trzydziestych ubiegłego wieku) nadal robią furorę na wybiegach, między innymi dzięki kolekcjom Diora, Versace, Stelli McCartney i DKNY.
Więc dlaczego, do diabła, za każdym razem, gdy przywdziewam coś różowobarwnego, jak na przykład moje przepiękne, nabyte za bezcen spodnie, G. kategorycznie odmawia pokazywania się ze mną w miejscach publicznych? I na ich widok ostentacyjnie się wkurwia, się puszy, się dusi??
Rosa ist Krieg!
A ja wczoraj oglądałem na NG film o jednym z najcięższych więzień w USA i tam wszyscy więźniowie mieli różową bieliznę.
Podobno o gustach się nie dyskutuje :)
Rozumiem G., bo ja też nie lubię różu i gdy widzę te wszystkie dziewuszki ustrojone od stóp do głów w różowe ubranka, to dostaję bólu zębów.
Pozdrowienia! :)
Ech. Męska solidarność ;]
Protestuję! Joycat jest kobietą!
:)
I nie mam ulubionego koloru. Lubię wszystkie z wyjątkiem różu :)
Uuuuu, fakt. Dopraszam się wybaczenia.
Na swoją obronę mogę napisać tyle, że zasiadałam dopiero do pierwszej kawy i poranna bezkontaktowość jeszcze trwała ^^
A koedukacyjna solidarność w niechęci do różu jest jeszcze gorsza ;]
Pink is my favorite crayon, yeah
Pink it was love at first sight
Pink when I turn out the light
Pink it´s like red but not quite
And I think everything is going to be all right
de bezd :*
ja też nie lubię różu, ale na różową Gonijkę patrzę zupełnie inaczej niż na różowe dziewoje z 13nastki :D Czego wyrazem była różowa zapalniczko-japonek :P
Nie martw się Goniu, ja jak miałam piękne pazurki z żelu zrobione to Tomuś też marudził, męczył i dokuczał. Ostatnio zaczynam myśleć nad powrotem do pięknych dłoni z żelowym dodatkiem ]:-> ale nie wiem czy się opłaca słuchać tego memłania Tomusiowego ;P
róż to zło w czystej postaci!
wolność dla różu!! Goniuś – jak najwięcej różu, oni się nie znają, krępuje ich to piękno tej barwy, o!
Róż to jedyny słuszny kolor ;D
“Zobacz, Turku jeden, nawet wrony w spodniach chodzą!.”
Umarłam xD cudowny cytat^^ tylko gdzie te wronie portki niby? ;>