Czy wspominałam już, że są takie dni, kiedy mam zadatki na seryjnego mordercę*? W czasie sesji te nieśmiałe zapędy stają się niemal permanentne. Najchętniej wytłukłabym połowę ludzkości, zaczynając oczywiście od wykładowców.
Na początek wymordowałabym więc tych, obdarzonych nieznośną osobowością służbistów, którzy nigdy i za nic w świecie nie pójdą człowiekowi na rękę. W ich poukładanym, urzędniczo-upierdliwym świecie kolokwium zaliczeniowe musi bowiem zostać napisane, rzecz jasna w z góry ustalonym terminie, praca winna być oddana bez szemrania i naginania dedlajnów, a lista lektur przeczytana, bez możliwości zmniejszenia przewidzianej liczby pozycji o choćby jedną, pół, ćwierć nawet. Nic z tego. Wszelkie odstępstwa od sformułowanych przez takiego zautomatyzowanego potwora zasad są możliwe jedynie w przypadku wystąpienia jakichś nieprzewidzianych katastrof o zasięgu globalnym. A więc de facto są niemożliwe.
W następnej kolejności wykończyłabym w wyjątkowo wyrafinowany w swym okrucieństwie sposób starannie wyselekcjonowane grono bibliotekarzy. Zostawiając przy życiu jedynie miłych i usłużnych. Czyli garstkę.
Największą przyjemność sprawiłoby mi niewątpliwie torturowanie obsługi czytelni Biblioteki Uniwersyteckiej. Ze szczególnym uwzględnieniem niebywale przyjaźnie nastawionego do studentów pana, który na moje pytanie, czy zamówiona dzisiaj książka będzie na mnie czekać następnego dnia, odrzekł zdegustowany: Będzie jeszcze dzisiaj, parę minut przed siedemnastą. Zupełnie jakby fakt, że ktoś ośmiela się odłożyć książkę do następnego dnia, zamiast skorzystać z niej teraz, zaraz, natychmiast, już, stanowił dla niego osobistą, niewybaczalną obrazę, którą wypadałoby pomścić. A do której jest dzisiaj czynna czytelnia? - zapytałam grzecznie, zastanawiając się jednocześnie, na czym ta jego krwawa zemsta mogłaby polegać. Do siedemnastej – usłyszałam pełne niesmaku mruknięcie. Czy w takim razie mogę zgłosić się po książkę jutro? – nie dawałam za wygraną, bardzo starając się, by przekleństwa, które miałam na końcu języka, pozostały niezwerbalizowane. Ale po co jutro, można dzisiaj, parę minut przed siedemnastą...
Daj, daj, maj darling!
Jeśli starczyłoby mi czasu, bardzo chętnie pozbawiłabym również życia: podstarzałe babsztyle wielkości okrętów, które pędzą na tramwaj szybciej, niż Usain Bolt, a dopadłszy go nagle cudownie niedołężnieją, domagając się ustąpienia im miejsca, panie sklepowe w złocistych butkach, złocistych paseczkach, złocistych opaskach i złocistych kolczykach, które nie raczą nawet odpowiedzieć dzień dobry niezbyt poważnie wyglądającej klientce w dreadach, traktując ją jak niewypłacalne, pozbawione jakiejkolwiek gotówki powietrze, ale ukradkiem mierząc ją złowrogim spojrzeniem, gotowe w każdej chwili wezwać policję oraz namiętnie, gorąco i ostentacyjnie miłujące się pary, pałające obopólną żądzą w komunikacji miejskiej do tego stopnia, że mało głów sobie nie poodgryzają. I paru zasmarkanych przedszkolaków, dla równego rachunku. A potem niech się dzieje wola nieba, jak mawiał Rejent Milczek.
Mam poważne podejrzenie, że – z racji tego, że w Polsce kara śmierci nie funkcjonuje i na przywrócenie jej póki co się nie zanosi – wolą nieba (i sądu) w tym przypadku byłoby dożywocie. Co ma swoje plusy i minusy. Nigdy więcej sesji na przykład…
* Ci, którzy zaglądają tu regularnie wiedzą, że wspominałam. Zastosowany przeze mnie zabieg stanowi podręcznikowy, prosty jak makaron do spaghetti, przykład realizacji funkcji fatycznej w tekście. Ha! ;]
Kill’em!! Kill’em All!!
zawsze wiedziałam, że jesteś miłą, sympatyczną i uroczą dziewczyną!! ^^
Będę serniczki Ci piec i w paczkach posyłać do pewnego zacienionego, lecz urokliwego miejsca, gdzie paski zawsze w modzie ;] cieszysz się, prawda? ;>
Jeżeli dzięki Tobie będzie o jeden wydział filologii pl mniej to ludzkość na tym wiele zyska, więc atakuj ;>
@ Groszku – komentarze zawierające mniej, niż pięć słów, będą usuwane, postaraj się bardziej, minimalisto Ty… ;p
@ Color – oczywiście, że się cieszę. A cieszyłabym się jeszcze bardziej z karpatki i regularnych dostaw kawy, czort wie, czy w tym miłym miejscu ją mają ^^
@ jendrju – odnoszę wrażenie, że jesteś uprzedzony do filologicznej braci ;> Czemuż, ach, czemuż?
To jest semantyczne nadużycie! Jeżeli już to braci filologicznej pl, bo to ta brać jest odpowiedzialna za język polski w LO i podstawówce. Zresztą to nie ja chcę wymordować cały wydział filologii pl.
Dzięki tej filologicznej braci i złu, zwanym lekcjami polskiego, możesz na przykład prowadzić ze mną wirtualną dyskusję. W momencie, gdybyś nie umiał pisać i miał spore problemy z czytaniem, byłoby to cokolwiek trudne, nie sądzisz? ;p
I nie całą, tylko część, tą podlejszą ;]
Wytęp gołębie… mwaha!
Mam dziwne przeczucie, że gdyby nauką czytania i pisania zajmowali ludzie myślący, to nie trwałoby to 12 lat po 4-5 lekcji w tygodniu. A pisać to uczono mnie już w przedszkolu.
A pomyślałaś o tym ,że ta część którą oszczędzisz zastąpi tę podlejszą ;P
Zresztą ja przecież nie umiem pisać.
Mam nadzieję, że nie zastąpi. Chociaż – zważywszy na fakt, że władza i zajmowane stanowiska ponoć deprawują – nie można wykluczyć opcji, że tak się stanie.
Ale to już nie będzie mój problem, ja będę grzecznie odsiadywać wyrok ;]
A widziałaś film “Spokojny człowiek”? Tam bohater też chciał wszystkich zamordować… Polecam, zobaczysz jak to się kończy :)
Chciałaś oszukać. Pff!
Częstotliwość zmiany dizajnu jest uwarunkowana czynnikami o podłożu czysto estetycznym. Tobie też nie zaszkodzi pstrokaczu.