O specyfice kształtowania baśniowych postaci i opozycyjnej wizji świata –
na przykładzie Królewny Śnieżki, Kopciuszka i Śpiącej Królewny
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyła sobie piękna królewna… Czyż nie brzmi to znajomo?
Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że od zarania dziejów dorośli – niezależnie od szerokości geograficznej i kultury, w obrębie której przyszło im żyć – opowiadali dzieciom baśnie. Wiele z tych opowieści funkcjonowało w powszechnym obiegu na długo przed tym, nim zostały spisane i ubrane w określoną formę literacką przez pisarzy, takich jak Charles Perrault, bracia Grimm czy Hans Christian Andersen, przez stulecia krążąc jedynie w formie przekazów ustnych, nieznacznie modyfikowanych i aktualizowanych w zależności od realiów, charakterystycznych dla danej zbiorowości ludzkiej.
Główny kanon europejskiej tradycji baśniowej wykształcił się w zasadzie już w okresie średniowiecza, a złożyły się nań niezwykle różnorodne wątki, pochodzące zarówno z rozmaitych regionów Europy, sięgające swymi korzeniami między innymi do mitologii antycznej oraz religii chrześcijańskiej, jak i motywy orientalne – arabskie, indyjskie czy chińskie. Przykładem tych ostatnich może być chociażby doskonale znana niemal wszystkim dzieciom baśń o Kopciuszku. Jej pierwszą wersję spisano bowiem w Chinach, już w IX wieku przed naszą erą, jakkolwiek istnieją dowody na to, że opowieść ta przekazywana była w formie oralnej także w czasach dużo wcześniejszych[1]. Fakt, że w historii tej maleńka stopa, na którą pasuje zgubiony pantofelek, jest głównym wyznacznikiem atrakcyjności fizycznej bohaterki, świadczy o tym, że Kopciuszek rzeczywiście może mieć rodowód wschodni.
Warto jednak podkreślić, że przypadku baśni kwestia ich oryginalnego pochodzenia odgrywa właściwie dość marginalną rolę, ponieważ jedną z istotniejszych cech tego gatunku stanowi akcja, rozgrywająca się w nieokreślonym czasie oraz bliżej niesprecyzowanej przestrzeni. Dzięki temu opowiadana historia nosi znamiona uniwersalności i może dziać się „zawsze” i „wszędzie”.
Jakie czynniki przesądzają zatem o tym, że baśnie są tak lubiane przez dzieci na całym świecie? Co decyduje o ich wartości?
Bruno Bettelheim we wstępie do swojej książki Cudowne i pożyteczne, poświęconej znaczeniu najpopularniejszych baśni, analizowanych przy użyciu metody psychoanalitycznej, pisze:
Jeśli opowieść ma naprawdę przykuć uwagę dziecka, musi je zabawić i obudzić w nim ciekawość. Jeśli jednak ma wzbogacić jego życie, musi pobudzać wyobraźnię, pomóc dziecku w rozwijaniu inteligencji i porządkowaniu uczuć, musi mieć związek z jego lękami i dążeniami oraz umożliwić mu pełne rozeznanie własnych trudności, a zarazem poddać sposoby rozwiązywania nękających je problemów. Krótko mówiąc, musi się donosić jednocześnie do wszystkich aspektów dziecięcej osobowości i niczego przy tym nie bagatelizować. Przeciwnie, winna traktować trudne dylematy dziecięce z całą powagą, a zwłaszcza budzić w dziecku wiarę w siebie i w swoją przyszłość.
Z tych i wielu innych powodów żadna „literatura dziecięca” (poza nielicznymi wyjątkami) nie może się równać – jeśli chodzi o wzbogacenie wewnętrzne i przynoszone satysfakcje, i to zarówno w przypadku dzieci, jak i dorosłych – z wywodzącą się z folkloru baśnią[2].
Z jednej strony baśnie posiadają więc ogromną zdolność do rozbudzania dziecięcej imaginacji. Stwarzają możliwość przeniesienia się w zupełnie inne, wyobraźniowe światy, pozwalają oderwać się od zwykłej, często niezbyt atrakcyjnej rzeczywistości, wcielić się w postać ulubionego bohatera i przeżyć niezapomnianą przygodę w fantastycznej krainie, pełnej nadprzyrodzonych sił, cudownych zdarzeń i zaskakujących mieszkańców. Jednym słowem: uczą marzyć. Z drugiej strony dzieci zdobywają dzięki nim niezwykle cenną umiejętność porządkowania chaotycznych, nie do końca sprecyzowanych emocji, lęków i wewnętrznych sprzeczności, które towarzyszą poszczególnym fazom ich rozwoju oraz uczą się radzić sobie z nimi we właściwy sposób.
Niewątpliwą zaletą baśni jest to, że – w przeciwieństwie do większości współczesnych opowieści dla dzieci, starających się chronić młodych odbiorców przed „całym złem tego świata” i przez to rysujących rzeczywistość w mocno przekłamanych, podkoloryzowanych, oszukańczo jasnych barwach – nie uciekają one od tematów kłopotliwych, trudnych czy nawet bolesnych. Takich, z którymi zmagają się nie tylko dorośli, ale również – by nie rzec: przede wszystkim – dzieci. Podstawowe problemy egzystencjalne, związane ze starością, śmiercią czy przemijaniem, są bowiem uniwersalne i trapią ludzi bez względu na wiek, a przemilczanie i ukrywanie ich istnienia przed dziećmi na dłuższą metę może przysporzyć więcej szkody, niż pożytku, ponieważ w przyszłości dziecko nie będzie potrafiło sobie z nimi poradzić.
Bettelheim powiada:
Własne życie wydaje się często dziecku niepojęte, dlatego tym bardziej potrzebuje ono sposobności, by móc lepiej zrozumieć siebie w złożonym świecie, z którym będzie musiało się uporać. Dlatego trzeba mu pomóc w pewnym uporządkowaniu chaotycznych emocji. Potrzebuje ono wskazówek, jak doprowadzić ład do swego wewnętrznego domostwa, aby następnie móc nadać ład swemu życiu. Nadto – a w obecnym momencie naszej historii nie wymaga to chyba specjalnych uzasadnień – potrzebuje wychowania, które w subtelny sposób, jedynie przez ukazywanie następstw, pokazywałoby mu wartość zachowań zgodnych z wymogami moralności – nie za pośrednictwem abstrakcyjnych pojęć etycznych, lecz poprzez to, co widzialnie i dotykalnie dobre, i tym samym mającym dla dziecka znaczenie.
Tego rodzaju znaczenie dziecko odnajduje w baśniach[3].
Charakterystyczną cechą baśni jest przedstawianie określonych dylematów egzystencjalnych w prosty, wyrazisty sposób, pozwalający dziecku uchwycić to, co w danym problemie jest najistotniejsze, bez zbytniego koncentrowania się na szczegółach, niepotrzebnie rozpraszających uwagę. W tym celu baśń bardzo często odwołuje się do stereotypów. Przyjrzyjmy się zatem bliżej jednemu z najbardziej wyrazistych i związanym z nim zagadnieniom.
Dobry jest piękny, a zły jest brzydki
Bohaterki baśni, uosabiające dobro, takie jak Kopciuszek, Śpiąca Królewna czy Śnieżka, są piękne. Ich uroda posiada niekiedy czarodziejską proweniencję – bywa na przykład prezentem od ponadnaturalnych sił, opiekujących się bohaterką, jak w opowieści o Śpiącej Królewnie, w której bycie najpiękniejszą w świecie osóbką oraz umiejętność czynienia wszystkiego z zadziwiającym wdziękiem[4] to niektóre z darów, złożonych przez zaproszone na uroczystość chrztu wróżki. Dla zawartych w baśniach wartości dydaktycznych bardzo istotne jest to, że fizyczne piękno – niezależnie od swego pochodzenia – zawsze idzie w parze ze szlachetnością charakteru.
Na przeciwległym baśniowym biegunie znajdują się natomiast postaci negatywne, których niegodziwość nierozłącznie związana jest z brzydotą. Warto zauważyć, że w opowieściach dla dzieci funkcję „czarnego charakteru” przejmuje najczęściej macocha, starająca się za wszelką cenę udręczyć swą pasierbicę, a nierzadko również całkowicie ją wyeliminować, czego przykład znajdujemy chociażby w Królewnie Śnieżce.
Niezwykle interesujące wydaje się wyjaśnienie tego problemu, zaproponowane przez Bettelheima[5]. Pojawiająca się baśniach macocha, stanowiąca zazwyczaj uosobienie wszelkiego zła, jest – jego zdaniem – jednym ze sposobów radzenia sobie ze sprzecznymi uczuciami wobec rodzica (głównie matki), których dziecko nie potrafi jeszcze pogodzić. Do pewnego etapu życia nie jest ono bowiem w stanie pojąć, jak kochający rodzic może jednocześnie bawić się z nim i chwalić jego postępowanie, innym zaś razem wygłaszać pod jego adresem krytyczne uwagi, karać je i być niezadowolonym z jego zachowania. Taka ambiwalencja postaw wydaje się dziecku jeszcze całkowicie niepojęta, a dezorientacja i niepokój, spowodowane tą niezrozumiałą sytuacją, budzą w nim wyraźny sprzeciw. W konsekwencji dziecko zaczyna buntować się przeciw matce, przekonane, że ta przestała je kochać.
Jednym ze sposobów na zażeganie konfliktu jest zatem symboliczne rozczepienie obrazu rodzica i przelanie negatywnych emocji na jedno z jego „wcieleń”. Cała złość skupia się w ten sposób na zaprojektowanej postaci niegodziwej i niesprawiedliwej macochy, podczas gdy wewnętrzny obraz dobrej, czułej, kochającej matki pozostaje nienaruszony. To powoduje, że prawdziwa matka – w baśniach na ogół już nieżyjąca – jest nie tylko wcieleniem dobra, ale także kobietą niezwykłej urody, natomiast macocha – czyli ta, która stara się zająć jej miejsce – stanowi jej całkowite przeciwieństwo, zarówno fizyczne, jak i psychiczne.
Doskonały przykład stanowi tutaj historia Kopciuszka, który – osierocony przez matkę w bardzo młodym wieku – zmuszony jest znosić upokorzenia ze strony drugiej żony swojego ojca oraz jej dwóch córek. Według Bettelheima przyrodnie rodzeństwo spełnia w baśniach funkcję analogiczną do postaci macochy, stanowiąc ucieleśnienie niejasnych i nieokreślonych uczuć dziecka, rywalizującego z braćmi lub siostrami[6]. Taka rywalizacja między rodzeństwem w pewnym wieku wydaje się być zresztą zjawiskiem zupełnie naturalnym, aczkolwiek rzeczywista, bądź tylko wyimaginowana konkurencja, w której stawką – w mniemaniu dziecka – jest miłość rodziców, w przypadku całkowitej eliminacji mechanizmów kontrolujących i wewnętrznych regulacji mogłaby poważnie zaważyć na wzajemnych relacjach między rodzeństwem.
Dzięki baśniom niechęć, jaką dziecko zaczyna żywić wobec brata czy siostry, którzy potrafią coś zrobić lepiej niż ono samo i przez to ściągają na siebie uwagę rodziców, których ono chciałoby mieć na wyłączność, zostaje przeniesiona na baśniowe rodzeństwo przyrodnie, a więc rodzeństwo poniekąd „nieprawdziwe”. Takie, z którym nie łączy baśniowej postaci żadna więź biologiczna, bo ich obecność w życiu bohatera związana jest jedynie z powtórnym małżeństwem rodzica, najczęściej ojca i przez to jest w pewnym sensie „przymusowa” i o wiele trudniejsza do zniesienia. Skierowanie negatywnych uczuć w stronę tak zaprojektowanego, złego rodzeństwa przyrodniego, pomaga więc dziecku uporać się z narastającym poczuciem winy wobec rodzeństwa „rzeczywistego”.
Warto zwrócić tutaj uwagę na fakt, że bohaterowie baśni – zarówno pozytywni, jak i negatywni – są do siebie zawsze uderzająco podobni w swojej cnocie czy niegodziwości. Nie stanowią oni bowiem niepowtarzalnych, jednostkowych konstrukcji charakterologicznych, ale są reprezentantami określonych typów, co pozwala na wysnucie daleko idących uogólnień, dotyczących generalnych zasad, rządzących światem baśni.
Bohaterki, takie jak Śnieżka, Kopciuszek i Śpiąca Królewna są więc – jak to już zostało zasygnalizowane – piękne. Ale to wszystko, co jesteśmy w stanie powiedzieć o ich wyglądzie zewnętrznym. Najbardziej szczegółowy opis znajdujemy w Królewnie Śnieżce autorstwa braci Grimm, w której pojawia się wzmianka o tym, że królowa powiła dziewczynkę białą jak śnieg, rumianą jak krew i o włosach czarnych jak heban[7], co zresztą stało się przyczyną nadania dziecku takiego, a nie innego imienia. O Kopciuszku i Śpiącej Królewnie nie wiemy nawet tyle, ponieważ obie – w zależności od wersji opowieści – bywają blondynkami lub brunetkami, ale – co należy podkreślić – nigdy nie miewają rudego koloru włosów. Rudy nieodmiennie kojarzy się bowiem z fałszem, który nie przystoi bohaterce, stanowiącej uosobienie wszelkich cnót.
Można pokusić się zatem o stwierdzenie, że dla funkcji, spełnianych przez baśniowe historie, szczegóły dotyczące fizyczności bohaterów – poza silnie zaznaczoną opozycją piękny-brzydki, przekładającą się na relację dobry-zły – nie mają większego znaczenia. Podobnie rzecz się ma w przypadku cech charakteru, które – o ile nie odgrywają w toku opowieści jakiejś istotnej roli – są całkowicie pomijane. Ułatwia to dziecku zrozumienie głównego problemu, zawartego w baśni.
Ich autorzy nie silą się zatem na zaopatrzenie negatywnych bohaterów w przekonywujące motywacje psychologiczne, takie, których wymagaliby od nich na przykład dorośli i bardziej doświadczeni odbiorcy. Wszak nie o dogłębne, wnikliwe studium zła tu chodzi. Podłe macochy Śnieżki i Kopciuszka czy zła wróżka, rzucająca czar na Śpiącą Królewnę są więc z gruntu i – co najważniejsze – z założenia niegodziwe. Zło, którego są nosicielkami, nie rodzi się w nich, nie ma przyczyny ani nie narasta – ono po prostu w nich tkwi, stanowiąc silny kontrast dla szlachetności bohaterek pozytywnych.
Ta mocno zarysowana opozycja ściśle związana jest z dydaktyczną, a niekiedy nawet i terapeutyczną funkcją baśni. Dziecko odbiera bowiem świat biegunowo, a ponieważ jest jeszcze za małe, by móc pojąć złożoność psychiki ludzkiej, nie potrafi wychwycić subtelnych niuansów i ambiwalencji, jakie rządzą niekiedy czynami ludzkimi. Z tego względu rzeczywistość rysuje się dla niego jedynie w czarnych lub białych barwach i jest całkowicie pozbawiona jakichkolwiek odcieni szarości. Nie istnieją stany pośrednie – coś jest dobre albo złe; dziecko nie widzi możliwości połączenia tych postaw w jedno. Dlatego przykłady, którymi posługują się autorzy baśni, muszą być tak wyraziste.
Dziecko kształtuje swój stosunek do rzeczywistości w dużej mierze przez proces identyfikacji. Ponadto, jak zauważa Bettelheim:
dziecko uwzględnia w swoich wyborach nie tyle fakt, że postać postępuje dobrze lub źle, ile sympatię bądź antypatię, jaką w nim ona wzbudza. Tym łatwiej identyfikuje się z postacią dobrą (i odrzuca złą), im jest ona prostsza i bardziej bezpośrednia. A identyfikuje się z nią nie dlatego, że jest dobra, lecz dlatego, że położenie, w jakim się ta postać znajduje, budzi w nim głęboki pozytywny oddźwięk. Dziecko nie zadaje sobie pytania, czy chce być dobre, ale do kogo chce się upodobnić. I rozstrzyga je, umieszczając siebie bez zastrzeżeń w bohaterze baśniowym. Jeśli postać ta jest dobra, dziecko również chce być dobre[8].
Dodatkowym argumentem, przemawiającym na korzyść pozytywnych postaci jest to, że w baśniach to one odnoszą zawsze zwycięstwo. Ostateczny tryumf dobra nad złem poprzedzony jest zwykle licznymi przygodami oraz próbami, którym poddany zostaje główny bohater lub bohaterka – często próby te związane są z pewnymi nieprzyjemnościami, jak w baśni o Kopciuszku, w której dziewczynka przez długi czas zmuszona jest znosić prześladowania i upokorzenia ze strony macochy i jej córek, zanim jej los odmieni się na lepsze. Niekiedy zdarza się też, że zło zyskuje chwilową przewagę. W ramach przykładu wystarczy przywołać tu historię Śpiącej Królewny, zaklętej przez starą wiedźmę i skazanej przez nią na stuletni sen oraz Śnieżki, która po zjedzeniu zatrutego jabłka sprawia wrażenie martwej.
Motyw długiego, baśniowego snu ma zresztą w psychoanalizie szczególne znacznie. Symbolizuje on stan wewnętrznego skupienia i kontemplacji, poprzedzający wejście w kolejny etap rozwoju[9]. Bez wyciszenia, spokojnego wejrzenia w głąb siebie oraz tymczasowego wycofania ze świata przejście to byłoby niemożliwe, podobnie, jak niemożliwością byłaby walka ze złem bez osiągnięcia wewnętrznej harmonii i pogodzenia się z samym sobą. Bohaterka może powrócić do życia dopiero po osiągnięciu pewnego stopnia dojrzałości, wtedy też wolno podjąć jej walkę ze złem – walkę, zakończoną zwycięstwem.
Ukoronowaniem tego tryumfu i nagrodą za cnotę jest spełnienie marzenia o wielkiej miłości i stworzeniu głębokiej, emocjonalnej więzi z drugim człowiekiem. W baśniach uczucie to uosabia postać księcia, pojawiającego się po to, by odmienić los pozytywnej bohaterki. Dzięki temu od tej pory mogą oni żyć dugo i szczęśliwie.
Bibliografia:
- Bettelheim Bruno, Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, przeł. D. Danek, Warszawa 1996.
- Grimm Jacob i Wilhelm, Baśnie, przeł. M. Trojanowski, Warszawa 1985.
- Perrault Charles, Baśnie, Warszawa 1983.
Przypisy:
[1] B. Bettelheim, Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, przeł. D. Danek, Warszawa 1996, s. 368.
[2] Ibidem, s. 23-24.
[3] Ibidem, s. 24.
[4] Ch. Perrault, Śpiąca Królewna, w tegoż: Baśnie, Warszawa 1983.
[5] Zob. B. Bettelheim, Op. cit., s. 118.
[6] Ibidem, s. 369.
[7] J. i W. Grimm, Królewna Śnieżka, w: Baśnie, przeł. M. Trojanowski, Warszawa 1985.
[8] B. Bettelheim, Op. cit., s. 31-32.
[9] Ibidem, s. 353.
Z dedykacją dla Color.
Mądra Praca została tu zamieszczona na jej życzenie, więc wszelkie skargi proszę kierować do niej ;p Sama autorka nie ponosi odpowiedzialności, jej tylko zależało na zaliczeniu metodologii badań interdyscyplinarnych. Udało się ;]
To jest genialneI Nie uwierzysz, ale przeczytałam dwa razy. I w ogóle ogrania mnie szczęśliwość, że jest to z dedykacją dla mnie – cudownie ;]
Poza tym oprócz tego, że w baśniach nie pojawiają się rude to nie ma kręconego Kopciuszka, ani Królewny Śnieżki, ani nic – nawet nie mam się z kim utożsamiać, albo nie kojarzę w tej chwili żadnej baśni ;p a Ty kojarzysz? ;>
A i Grimmowie śmierdzą ;p ;p
Może to przez tą lubieżność kręconych włosów, o której pisałaś?
Wszak one cnotliwe były, więc nie mogły być kręcone, przykro mi ^^
niesprawiedliwe do jasnej ciasnej, wszak lubieżne mogą także być dobroduszne, miłe i sympatyczne, czyż nie? ^^
To spróbuję przeczytać, bo chwilowo nie podejrzewam tego o bycie mądrą pracą na temat poezji, a ta o perwersyjnej roli reklamy w języku(czy jakoś tak ;P) to nawet dała się przeczytać.
A skoro to taki koncert życzeń dla Color to zgodnie z życzeniem zburzę jej światopogląd.
http://www.cbe-pan.pl/harmonia/inwazja.htm
wiesz co Jendrju? jak mogłeś, jesteś nieczuły nooo – to musi być jakaś pomyłka, to na pewno pszczoły i osy przebrały się za biedronki i działają pod przebraniem, na pewno tak jest…
Biedronki to zuoooooooooooooooooo!!!!!!!!!
Nie będę czytał tak długich prac, to jest nieludzkie i niewłaściwe!
Bro!! Ty mięczaku!!
Bardzo przyjemnie się czyta:D praca na Bakłażankę bardzo przyjemnie się czyta! :DD
moje pokłony :]
Przed chwilą przeczytałem. Całkiem ciekawa praca. ^^
Wreszcie przeczytałam ;p i gdzie te niby zbereźności, o których swego czasu wspominałaś? :luka:
Wyrzuciłam, bo mi się przez nie koncepcja rozjeżdżała xD
No i noc późna się robiła, więc uznałam, że więcej pisać już mi się nie chce. Więc powstało, co powstało. Cokolwiek cnotliwie ;]
Łeeee, całą zabawę zepsułaś ;p wyszło ładnie, ale tak za mało… za mało… zbokolstwa naszego ulubionego, no ;p