Przyznaję to z żalem, ale chyba straszna ze mnie dzikuska. Co prawda przez ćwierćwiecze bez dwóch wiosen całkiem nieźle udawało mi się funkcjonować pomimo tej mojej dzikusowatości – rzekłabym nawet, że byłam względnie zadowolona z życia – ale wszystko wskazuje na to, że już najwyższy czas coś z sobą zrobić. Świat się tego najwyraźniej domaga.
Po czym wnoszę? Ano po tym, że nie dalej jak trzy dni temu postanowił dać mi kilka dyskretnych znaków, zatrudniając do tego celu pozornie niegroźnych posłańców. Kogoś na kształt trzech duchów z Opowieści Wigilijnej Dickensa. Wszystkie te postaci ewidentnie usiłowały przekonać mnie, że powinnam oderwać się wreszcie od naukowych świństw oraz rozkoszy intelektualnych i zająć bardziej przyziemnymi sferami swego życia, dotąd okrutnie zaniedbywanymi.
W rolę pierwszego ducha wcieliła się moja własna matka, wspierana radośnie przez panią ze sklepu z bielizną. Ta pierwsza uświadomiła mi, że całe skromne stadko moich – za przeproszeniem – staników nadaje się do wymiany, zaś druga, że rozdziewającą się o tyleż ochoczo co spektakularnie bohaterką romansów ze świntuchowatymi wstawkami, produkowanych hurtowo przez Norę Roberts, to ci ja nie będę. Tylko względna internetowa anonimowość pozwala mi się do tego przyznać: napchane gąbką i przystrojone dla niepoznaki wstążkami 75B. I ani ociupinki więcej. Graniczące z obłędem pożądanie mogę wzbudzać co najwyżej w producentach puszapów.
W roli następnego widma-straszaka wystąpił kiosk na dworcu. Bez uprzedzenia zaatakował mnie, nie dając jakichkolwiek szans na obronę i otoczywszy z każdej strony babskimi pismami, obezwładnił hasłami: W to lato bądź sexy!, 49 fasonów sukienek, które musisz mieć, aby się podobać, Znajdź jego punkt G!. A ja z wrażenia zgłupiałam. Przez chwilę poważnie zastanawiałam się nawet nad zakupem którejś z tych gazet, bo może dzięki niej dowiedziałabym się, co robię nie tak. Skoro każą mi być sexy to chyba oznacza, że póki co sexy nie jestem. Może właśnie to uniemożliwia mi rzekome poszukiwania jego punktu G i wpływa na jakość całego mojego życia, z Bardzo Mądrymi Pracami i odżywianiem włącznie?
Po dłuższym namyśle uznałam jednak, że jeśli do tego, aby się podobać, potrzeba mi aż 49 różnych fasonów sukienek, to ja za takie podobanie uprzejmie podziękuję, bo to kompletnie nieopłacalny interes. Jakie jest bowiem prawdopodobieństwo, że koszta, zainwestowane w te wszystkie kiecki, mi się zwrócą, bo spodobam się na przykład jakiemuś obrzydliwie bogatemu potentatowi naftowemu? Hę?
Niezrażony moją niechęcią do umilenia sobie podróży pociągiem lekturą babskich pism los zesłał mi więc trzeciego ducha. W którego tym razem wcielił się sam Gok Wan – co prawda w wersji odrobinę mniej azjatyckiej i odrobinę bardziej heteroseksualnej, jakkolwiek we własnej osobie. Wszedł do przedziału, rozejrzał się od niechcenia, po czym radośnie zajął miejsce dokładnie naprzeciwko mnie, mierząc mnie z dezaprobatą swym stylizatorskim, całkowicie wypranym z pozaprofesjonalnego zainteresowania spojrzeniem. Przysięgłabym, że zastanawiał się, jakiej gaży musiałby zażądać, aby sprawić, by moje roznegliżowane zdjęcie, znalazłszy się na billboardzie w centrum miasta, nie straszyło przypadkowych przechodniów. I czy porwanie się na takie przedsięwzięcie nie byłoby dla niego czasem zawodowym samobójstwem.
Muszę przyznać, że nie spodobało mi się to. Udałam więc, że nie zauważyłam zesłanego mi przez niebiosa Gok Wana we własnej osobie i, wykazując godną pożałowania obojętność wobec możliwości stania się boginią seksu, zagłębiłam się w lekturze, kompletnie ignorując swego towarzysza podróży. Towarzysz po dwudziestu minutach wysiadł w Chodzieży.
A ja, jak ten dzikus, dalej niewzruszenie czytałam Nałkowską. I jak ja mam wobec tego dobrze wyglądać nago??
Naga kobieta z Nałkowską. To jest dopiero! :D
Czyś ty zgłupiała ? Przecież do Gok Wana zgłaszają się ostatnie fleje , które nie wiedzą jak się samodzielnie wylaszczyć .A te ciuchy , w które on je ubiera to koszmar. Wszystkie wyglądają tak samo . A tak właściwie to podejrzewam , że Twoja notka ma prowokować do prawienia Ci komplementów . Cel osiągnięty! Gonijko dobrze wyglądasz nago !!!
Tey, Ty nami manipulujesz ^^ tak, tak jak to zostało w komentarzu nade mną zauważone – prowokujesz do prawienia Ci komplementów, dobrze, że chociaż one są słuszne i mają rację bytu ;] jeśli wyglądasz ślicznie w ubraniu, to nago wyglądać musisz jeszcze lepiej^^
http://jendrju.wordpress.com/2008/05/11/prawie-jak-manipulacja/
Manipulatorka! Ingracjatorka przez autodeprecjację! Grasz na naszych najszlachetniejszych uczuciach! Wstydź się, wstydź! A tak w ogóle to Color ma rację ^^
hmm, Gonijko, wiesz…ciężko jest nam ocenić jak możesz nago wyglądać, może..hmmm…fotka? Bo przez te ubrania to człowiek niewiele może dostrzec ^^ Tak, chcemy fotkę nagiej Gonijki ]:->
No i po co Ty czytasz te magazyny?? No i po co? A potem ja muszę wszystko odkręcać. Wyglądasz dobrze, nawet wielce bardzo.
Łiii! Czy to znaczy, że mogę zawisnąć na billboardzie? ;>