Nie mam szczęścia do gier, w których decydującą rolę odgrywa złośliwy los. Do wielkiego pokera nawet nie siadam, bo zawsze trafiają mi się beznadziejne karty. Żeby wygrać w kości, musiałabym chyba uprzednio zamontować w nich jakieś sprytnie skonstruowane ciężarki, zapewniające mi wyrzucenie satysfakcjonującą liczbę oczek. Jednoręki bandyta ewidentnie mnie nie lubi, co objawia się tym, [...]
Archive for lipiec, 2008
o tym, dlaczego marzy mi się obrzydliwe bogactwo
27 lipiec, niedziela
o dobrodziejstwach kapitalizmu
25 lipiec, piątek
W związku z tym, że wciąż jeszcze cierpię na rozpaczliwą bezwenność, połączoną z równie dotkliwym brakiem czasu i potężnymi wyrzutami sumienia, że tak niecnie zaniedbałam ten wirtualny kątek, notka będzie krótka, acz treściwa. I muzyczna, co ściśle związane jest z faktem, że nie dalej jak tydzień temu miałam okazję odwiedzić festiwal w Jarocinie.
Proszę bardzo:
[...]
o nagłym ataku robotniczego zdurnienia
13 lipiec, niedziela
Przez cały tydzień obmyślałam nową notkę, aby zrekompensować jakoś Szanownym Czytelnikom tę przygnębiającą pustkę na dziekuję. nie słodzę, która mnie samą wpędza w poczucie winy. Przez cały tydzień cieszyłam się na niedzielę, kiedy to leniwie wyjdę sobie o poranku – wypadającym mniej więcej w okolicach południa – na balkon z kubkiem kawy, niespiesznie zapalę pierwszego [...]
