Obecna! Zaniedbałam nieco ten przeuroczy wirtualny przybytek, ale odczuwam skruchę i obiecuję poprawę. W miarę możliwości – przerwa w regularnych dostawach mojej niepoważnej pisaniny wynika bowiem z faktu, że ostatnio wyjątkowo zaabsorbowała mnie kariera zawodowa, której poświęcam całą swoją energię i jeszcze przez jakiś czas tak pozostanie. Dopraszam się więc zrozumienia i wybaczenia.
A wszystko dlatego, że wraz z nastaniem lipca zdecydowałam się porzucić intelektualne rozrywki i zostałam przedstawicielką klasy robotniczej. Pełną gębą. Taką, co to wstaje o szóstej, narzuca na siebie najbardziej niewyjściowe ciuchy zdatne jedynie do tego, by unurzać się w nich jak dzikus, zużycie kosmetyków ogranicza zaledwie do tych niezbędnych do życia, jak dezodorant i pasta do zębów i wybiega z domu bladym świtem, by zdążyć na autobus, a potem na tramwaj, który wysadzi ją na odludziu, pośród pól i maków. Następnie dziarskim krokiem przemierza piaszczystą drogę, która przy odrobinie dobrej woli mogłaby zostać uznana za drogę do Avonlea czy inszego Bullerbyn, wprost proszącą się o przyśpiewkę Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej, gdyby nie fakt, że już o siódmej trzydzieści panuje tam tak niemiłosierny skwar, że najbliżej jej niestety do pustyni.
Po pokonaniu tych wszystkich niedogodności, zakurzona i z lekka uświniona, ciągnąc za sobą swądek skwierczącego w porannym słońcu ciała, na ósmą docieram do pracy. I, jak na wyzyskiwaną przez kapitalistów proletariuszkę przystało, spędzam na stojąco osiem bitych godzin, kisząc się przy stole do prac ręcznych i sklejając z podziwu godną precyzją luksusowe mozaiki ceramiczne w pomieszczeniu pozbawionym okien i powietrza, ale za to zaopatrzonym w piec, który po włączeniu zapewnia sprzyjającą wzmożonej aktywności fizycznej temperaturę czterdziestu dwóch stopni. Drinków z palemką, przystojnego Murzyna z wachlarzem i klimatyzacji póki co firma na stanie nie posiada. A szkoda.
W tak egzotycznym, hawajskim klimacie upływa mi czas do szesnastej. Następnie czeka mnie jeszcze kolejny, tym razem popołudniowy spacer przez pustynię, podczas którego słońce praży nieco mocniej, ale skrywa się sprytnie za chmurą pyłu, wzbijanym przez przejeżdżające samochody. Z niecierpliwością czekam na spotkanie w tej urzekającej scenerii z jakimś zabłąkanym wielbłądkiem, który – niczym mityczny jednorożec, ukazujący się czystej i niepokalanej dziewicy – powinien mi się niebawem objawić. Zważywszy na kryteria, decydujące o takim spotkaniu, muszę przyznać, że szanse na zobaczenie owego wielbłądka mam rzeczywiście spore jako, że – umęczona po całodziennym dniu pracy – codziennie o godzinie dwudziestej drugiej leżę już grzecznie w łóżeczku, a maksymalnie w pół godziny później, przeczytawszy kilka stron książki, odpływam rozkosznie w błogą krainę snu.
A wszystko to za niewolniczą stawkę. Gdzieś w oddali, na osłodę, majaczy co prawda wizja spodziewanej premii, stanowiącej jakiś-tam-procent od wynagrodzenia podstawowego, ale wciąż jeszcze nie udało mi się obliczyć, ile ów jakiś-tam-procent od niewolnictwa może wynosić. I chyba nie dane mi będzie dokonać tej sztuki aż do dnia wypłaty.
Liczę jednak na to, że moja tymczasowa przynależność do klasy robotniczej i empiryczne poznanie niedoli pracowników fizycznych zaowocują w przyszłości. Na przykład tym, że przygotowując się na wrześniowy egzamin z historii literatury, nareszcie zapałam miłością do socrealizmu. Mam tylko nadzieję, że do tego czasu nie zacznę jeszcze wrzeszczeć: Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!
Ja niańczę bachory. To jest dopiero coś.
pamiętaj o tym, że Shah Rukh Khan obetrze Twój pot, a potem będziecie tańczyć razem na pustyni, wiatr będzie rozwiewał Wasze włosy – Twe sari będzie błyszczeć w słońcu… – klasa robotnicza zostanie doceniona i uratowana! ^^
Oi! Oi! Oi! Klaso robotnicza!
Razem pokonamy zaplutego karła reakcji!
Ale ściema.
Ja znam prawdę, ja wiem że Ty wzgardziłaś Shah Rukh’iem Khanem, bo wyglądał jak robol!
“wstaje o szóstej” no nie żartuj Sis:P od razu wiedziałem że to jedna wielka ściema:D
pozdrawiam
PPR kocha Was! <3
[...] herbacie oraz w co płynniejszym pożywieniu, a także – od czasu, gdy zaczęłam swoją karierę w mozaikach ceramicznych – w wyjątkowo trudnym do usunięcia kleju. Największą frajdę sprawiało im jednak [...]