Nie mam szczęścia do gier, w których decydującą rolę odgrywa złośliwy los. Do wielkiego pokera nawet nie siadam, bo zawsze trafiają mi się beznadziejne karty. Żeby wygrać w kości, musiałabym chyba uprzednio zamontować w nich jakieś sprytnie skonstruowane ciężarki, zapewniające mi wyrzucenie satysfakcjonującą liczbę oczek. Jednoręki bandyta ewidentnie mnie nie lubi, co objawia się tym, że pożera bezpowrotnie skwapliwie inwestowaną weń gotówkę, nie oddając w zamian ani grosza. Nawet scrabble drwią sobie ze mnie niemiłosiernie. Do tego stopnia, że przestałam w ogóle w nie grać, co w zasadzie nie stanowi większej straty, jako, że moje szanse na wygraną i tak prezentowały się zazwyczaj niezwykle mizernie, ponieważ niezależnie od tego, jakie literki nie znajdowałyby się akurat w woreczku, mnie przy okazji losowania obowiązkowo musiało trafić się pięć A i dwa E.
Nie powinno zatem dziwić, że szczytem moich możliwości w grze w Dużego Lotka jest ustrzelenie co najwyżej dwójki, za którą nie płacą. I, że – zniechęcona wiecznym trafianiem w jedną liczbę za blisko, tudzież za daleko od wylosowanej – już dawno zaniechałam tej frustrującej zabawy i obojętnie mijałam kolektury, całkowicie lekceważąc wszelkie informacje o kumulacjach. Tak było aż do zeszłego tygodnia.
Totkowe szaleństwo udzieliło mi się na wieść o rekordowej sumie dwudziestu jeden milionów, czekającej na przygarnięcie. Zagrałam, trafiłam – można się było tego spodziewać – dwójkę, a w związku z tym, że najwyższej wygranej nie odnotowano, pojutrze do zgarnięcia jest trzydzieści pięć milionów. Brzmi kusząco? Owszem:
Rekordową sumę 35 milionów złotych można wygrać w najbliższym, wtorkowym losowaniu Dużego Lotka! To największa pula pieniędzy przeznaczona na główną wygraną w ponad pięćdziesięcioletniej historii Totalizatora Sportowego. Zawdzięczamy ją sześciu kolejnym kumulacjom.
W sobotnim losowaniu Dużego Lotka nie stwierdzono wygranej pierwszego stopnia, tj. przysłowiowej „szóstki”. Oznacza to, że żaden z graczy nie wytypował prawidłowo sześciu liczb ze zbioru od 1 do 49. Tym samym już we wtorek na graczy oczekuje zawrotna kwota 35 mln zł, czyli ok. 17,5 mln dolarów USA. Taka suma wystarczy na zakup 26 najdroższych seryjnie produkowanych aut na świecie (Maybach), 12 luksusowych apartamentów w stolicy lub 700 podróży dookoła świata *.
Prawdę mówiąc, średnio interesują mnie Maybachy, apartamenty w stolicy czy podróże dookoła świata. Przyznaję, że wygrana nęci mnie innych, wyjątkowo dziwacznych przyczyn: zawsze marzyłam o tym, by zostać rekordzistką. Jakąkolwiek i czegokolwiek. Poza tym choć raz w życiu chciałabym poczuć się jak bohaterka kiczowatego romansidła, która – usłyszawszy szokującą wieść – potrafi omdleć na zawołanie i osunąć się malowniczo w ramiona jakiegoś przystojniaka. Miło by było, gdyby jakiś kręcił się w pobliżu w momencie, gdy będę sprawdzać wyniki losowania i dowiem się, że trafiłam szóstkę, bo podejrzewam, że taka informacja mogłaby istotnie przyprawić mnie o utratę przyjemności. Której rada byłabym doświadczyć – ze wszystkimi efektami specjalnymi.
Wspomniane trzydzieści pięć milionów przydałoby mi się również w celach czysto poznawczych – zawsze nurtowała mnie bowiem kwestia, dotycząca tego, w jaki sposób odbiera się tak kosmiczną wygraną. Nie otrzymuje się jej przecież w kopertce – mój umiarkowanie uzdolniony matematycznie umysł podpowiada mi, że taka kwota nie zmieściłaby się nawet do sporych rozmiarów walizeczki. Więc jak? Przywożą ją ciężarówką? Wpłacają na konto? Ze względu na ryzyko wystąpienia ataku apopleksji u pracownicy banku, której przyjdzie zaksięgować sumę, obfitującą w tak olbrzymią ilość zer, nie wydaje mi się to zbyt szczęśliwym pomysłem. Mam zatem nadzieję, że już wkrótce uda mi się zaspokoić swą ciekawość.
Podejrzewam również, że kompletne zdurnienie z nadmiaru gotówki musi być szczególnie przyjemne. Ponieważ nigdy nie widziałam na swoim koncie sumy większej, niż trzycyfrowa, bardzo chętnie sprawdziłabym na własnej skórze, co znaczy prawdziwy szał zakupów i poddałabym się chwilowemu amokowi spełniania wszystkich swoich materialnych zachcianek. Bez większych obaw, że wrócę do domu z pustym portfelem, przepuszczenie trzydziestu pięciu milionów ot tak, na jedno podejście, nie wydaje mi się bowiem możliwe.
A później, kiedy opadłyby już wszystkie emocje i wróciłby mi rozum, poszłabym za przykładem Forresta Gumpa, inwestując całą sumę w jakąś firmę sadowniczą. I przez resztę życia mogłabym kleić mozaiki ceramiczne. Dla przyjemności.
A knajpki, a bary, a 2 auta dla mnie?? :|
A ja tydzień temu pierwszy raz trafiłem trójkę i jestem szczęśliwy. Co prawda z kasą do tyłu, ale liczy się zwycięstwo.
Mam nadzieję, że jak już wygrasz te milion milionów to wybierzesz się na urocze wakacje do mazurskiego zakątka, okraszone, rzecz jasna, sowitymi napiwkami dla półlegalnych barmanów, niebywale zdolnych kucharek i genialnych psów.
Swoją drogą, nie mam pojęcia, czemu wątpisz w sensownoścBony ;) Proszę o więcej robotniczej twórczości- pusto tu ostatnio.
Byłbym zapomniał. Obstawienie wszystkich kombinacji to niecałe 28 milionów zł.
impakcie – nie będzie dobrobytu. Z przyczyn, które wymieniłam na Twoim blogasku ;]
jendru – przesadziłeś. Obliczaliśmy to kiedyś na matematyce w ogólniaku – wyszły nam jakieś 4 z groszem. Zastanawialiśmy się nawet z G., czy któryś bank udzieliłby nam na to pożyczki, w końcu obstawiając wszystkie możliwe kombinacje, mielibyśmy stuprocentową pewność wygranej.
cornflakegirl – oczywiście. Wakacje na Dzikim Wschodzie idealnie mieszczą się w moim planie zdurnienia pod wpływem obrzydliwego bogactwa. Zapneumokokowałybyśmy, że hej! ;D
A na powątpiewanie pozwalam sobie, bo znam Twoje zwierzęta. Z jednym nawet przez pół roku pomieszkiwałam. Do dziś nie mogę mu wybaczyć tego zeżartego zasilacza, choć w zasadzie powinnam mu być wdzięczna, że nie zeżarł mnie. To był królik-morderca.
A nad twórczością robotniczą pracuję, ale intelekt po całym dniu klejenia ceramicznych ciupków odmawia mi posłuszeństwa. Liczę na powrót do formy wraz z porzuceniem stanu proletariackiego. Co nastąpi już niebawem.
To musiał być kiepski ogólniak.
6 liczb spośród 49 można wybrać na 13 983 816 sposobów. Pomnożyć przez 2 zł to daje 27 967 632 zł.
Jak my byłyśmy w ogólniaku, to zakład kosztował 1,20 z tego, co pamiętam. Poza tym przypomnij sobie ,moja droga, co my na tej matmie robiłyśmy, o ile w ogóle się zjawiłyśmy.
Myślę, że bank by nie poszedł na taką pożyczkę, a nawet jeśli, to mogłoby się skończyć zadłużeniem na trzy pokolenia w przód, bo szczęśliwych zwycięzców byłoby na przykład dwudziestu sześciu.
Ja bym oddała wszystko na rozwój poznańskiej polonistyki ha ha ;D
Ogólniak był w porządku, po namyśle stwierdzam, że to ja mogłam coś poknocić. Jak to zostało wspomniane – moje lekcje matematyki w czasach licealnych obfitowały w doznania, niekoniecznie matematyczne, więc całkiem możliwe, że były to 24 miliony. Co by się zgadzało, zważywszy na fakt, że zakład istotnie kosztował wówczas 1,20 zł.
Poza tym takie sumy to nie na moją głowę. Dlatego zamierzam oswajać się z tymi milionami stopniowo. Zacznę od jutra ;]
Pamietaj o podatku^^ 19 % musiałabyś i tak oddać naszemu kochanemu państwu dzięki panu Belce ;P a za resztę moglibyśmy jednak otworzyć ten pekapowy pub… ale nie będę siedzieć w kibelku! ;P
Ja się pochwalę, że kiedyś trafiłem szóstkę w totka. Szkoda tylko, że był to Multi Lotek ;p
Podobno był kiedyś taki show, że dawali kolesiowi $ 1,000,000 w gotówce i miał je wydać w jedną dobę… Niestety szczegół nie znam, jednak zdjęcia z wielkiej inflacji z Niemiec gdzie dzieciaczki wożą banknoty taczkami pewnie oddają podobny obraz, tyle, że mniej hektyczny – mniej amerykański. ;)
jako przedstawiciel pracującego ciężko proletariatu zaprawdę powiadam jak się nie zarobi mieć się nie będzie ;] a pierwszy milion i tak trzeba Kulczykowi lub Solorzowi pisząc kolokwialnie zarąbać
co większości komentatorów najwyraźniej umyka: szansa wygrania takich pieniędzy w ostatnich 18 latach była – biorąc pod uwagę że oddano miliardy kuponów a wygrana 35 mln. była tylko raz – mniejsza od szansy zostania ugodzonym przez meteor w lewą nogę. W tym samym czasie ponad 2 tysiące Polaków dorobiło się takich pieniędzy – jeśli nie zawsze uczciwie tp przeważnie całkiem legalnie. Dziwne, że mimo o wiele większego prawdopodobieństw – ten sposob dorobienia się nie przemawia aż tak do wyobraźni.
Pewnie dlatego, że jest częstszy, realniejszy i – co najgorsze – bardzo długotrwały. Nagłe i – zdawałoby się – nieosiągalne odmiany losu kuszą bardziej ;]