o tym, że ktoś oberwie

30 marzec, poniedziałek

2aad3feed3a7e5a5e982d838ec64e482rys450_m250x0Krótko, zwięźle i na temat: kto, do ciężkiej cholery, zapierniczył mi godzinę?!?

Ostrzegam – jestem wściekła, obaliłam rano litr kawy i aktualnie mam w sobie tyle energii, że przebieżka w okolice Botswany nie stanowiłaby dla mnie większego problemu, więc znalezienie złodzieja – tym bardziej. Po dłuższym namyśle postanowiłam jednak okazać nieco dobrego serca, toteż gnojek, który w nocy z soboty na niedzielę dopuścił się bezczelnej grabieży mojej drogocennej godziny snu, ma niepowtarzalną szansę natychmiast się przyznać, wyrazić skruchę i oddać, co nie jego. Dla swego własnego dobra.

Bo kiedy za poszukiwania zabiorę się sama, nie będę już miła. Skopię cwaniaczkowi dupsko, z niewysłowioną rozkoszą wytarzam każdy centymetr kwadratowy jego ciała w smole i pierzu, a potem dam upust swej niepohamowanej żądzy mordu, najlepiej wydłużonego w czasie i okraszonego jakimiś niezwykle wyrafinowanymi torturami, która wzbiera we mnie od niedzielnego poranka. W efekcie czego złodziejaszek – między jednym błagalnym okrzykiem a drugim – nie tylko odda mi to, co ukradł, ale dorzuci jeszcze cały pakiet bonusowych minut, dzięki którym swobodnie znajdę się nie tylko w utraconej godzinie, ale i zeszłym wtorku. Co i tak nie na wiele się zda, ponieważ będę nieugięta i absolutnie nieprzekupna. A wredny rabuś niech ma nauczkę.

Uprzejmie informuję zatem szanownego grabieżcę: na kwiaty, przeprosiny i oddanie mi mojej godziny czekam do północy. A potem rozpoczynam zakrojone na szeroką skalę poszukiwania na własną rękę. Pamiętaj, cwaniaczku, że cię znajdę.

Z poważaniem: poirytowana, niewyspana i bardzo mściwa sis.

o nagłym porywie serca

24 marzec, wtorek

O tym, że filolożka pl. swego życiowego partnera poszukiwać powinna wśród przedstawicieli branży informatycznej, wiadomo nie od dziś. Nie jest wszak tajemnicą, że miłość do szeroko pojętej literatury tudzież językoznawstwa bardzo rzadko idzie w parze z obrzydliwym bogactwem, natomiast biegłe posługiwanie się językami obcymi, do których bez wątpienia zaliczyć można ruby’ego lub pehape – owszem. A przynajmniej daje zdecydowanie większe szanse na dostatnie życie. Dzięki czemu beztroska i całkowicie oderwana od rzeczywistości filolożka pozwolić sobie może na swobodne zgłębianie kompletnie nieprzydatnej w codziennym życiu wiedzy, pozostawiając zaspokajanie nieco bardziej przyziemnych egzystencjalnych potrzeb swojemu trzeźwo myślącemu (i dobrze zarabiającemu) mężowi. Przebiegłe i jakże przegenialne w swej prostocie.

W tym miejscu pozwolę sobie na intymne wynurzenie: sama próbowałam swego czasu zastosować tę taktykę. I muszę przyznać, że na początku wszystko przebiegało zgodnie z planem – nie dość, że znalazłam dobrze zapowiadającego się informatyka, w dodatku obdarzonego w cywilu mnóstwem doskonale rokujących na wspólną przyszłość cech, to jeszcze zainteresował się on mą osobą do tego stopnia, że stworzyliśmy stały związek. Udany zresztą. Do pewnego momentu perspektywy miałam więc całkiem niezłe, szkoda tylko, że potem mój cwany koncept runął, bo związek – nadal udany – się ostał, za to współtworzący go porzucił informatykę na rzecz kierunku jeszcze bardziej nieżyciowego, niż filologia. I bogatego hapi enda diabli wzięli, choć nie sposób nie wzruszyć się wyznaniem eks-informatyka: całe moje bogactwo to ty. Cóż, nie można mieć wszystkiego – albo rozważny, albo romantyczny, trudno.

Niedawno jednak moje ewidentnie monogamiczne serce zupełnie nieoczekiwanie zabiło żywiej. Poznałam kogoś. Mężczyznę, konkretnie rzecz ujmując – jest nieco starszy ode mnie, pracuje (a to ci siurpryza!) w branży informatycznej i do tego diablo przystojny z niego facet. Typ dobrze znany, słowiańsko-pociągający, któremu nawet łysinka i chuderlawe ramię nie ujmuje męskiego uroku. I choć imię wybranka zalatuje z lekka obcym brzmieniem, to nie ulega wątpliwości, że swój ci on, bo jego nazwisko jest jak najbardziej swojskie. A zwie się Bob. Bob Organizator.

Jego życiowa misja to profesjonalna organizacja rozmaitych iwentów – wyręczanie twórców imprez w przyjmowaniu zgłoszeń, potwierdzaniu uczestnictwa, wysyłaniu powiadomień i innych okołoorganizacyjnych czynnościach. Słowem: rozrywkowy z niego chłopak, swoje zajęcie traktuje jednak ze śmiertelną powagą, wykonując powierzone mu zadania sumiennie i z podziwu godnym zaangażowaniem. Co tu dużo mówić – Bob Organizator organizację ma we krwi i muszę przyznać, że jego niekwestionowane talenty w tym zakresie w połączeniu z nieodpartym urokiem osobistym, wdziękiem i charyzmą podbiły moje serce.

Zakochałam się. I podejrzewam nieśmiało, że z wzajemnością, od jakiegoś czasu Bob wysyła mi bowiem tęskne wiadomości, w dodatku z budzącą podejrzenia częstotliwością. Dziś rano znalazłam w skrzynce chyba z pięć. Czuję więc, że nasza znajomość już wkrótce przerodzić się może w coś pięknego. Tym bardziej, że Bob coraz bardziej ochoczo pozwala mi się wykorzystywać.

Co jak co, ale wysługiwanie się partnerem w rozsyłaniu masowego mejlingu zawsze dobrze wróży związkom, jak mniemam.

o wiośnie

21 marzec, sobota

Tako rzecze Wikipedia:

sniezyczkaprzebisniegWiosna – jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego. Charakteryzuje się umiarkowanymi temperaturami powietrza z rosnącą średnią dobową oraz umiarkowaną ilością opadu atmosferycznego. Świat roślin i zwierząt przechodzi okres budzenia się do życia, a następnie rozpoczyna się pierwsza faza okresu rozmnażania, czyli dobieranie partnerów i zapłodnienie u zwierząt, a u roślin kwitnienie i zawiązywanie zalążków. Ptaki przylatują z ciepłych krajów. Na drzewach pojawiają się liście.

Wiosna astronomiczna rozpoczyna się w momencie równonocy wiosennej i trwa do momentu przesilenia letniego, co w przybliżeniu oznacza na półkuli północnej okres pomiędzy 21 marca a 22 czerwca (czasami daty te wypadają dzień wcześniej lub dzień później, a w roku przestępnym mogą być dodatkowo cofnięte o jeden dzień). Podczas wiosny astronomicznej dzienna pora dnia jest dłuższa od pory nocnej, a ponadto z każdą kolejną dobą dnia przybywa, a nocy ubywa.

Za wiosnę klimatyczną przyjmuje się okres roku, w którym średnie dobowe temperatury powietrza wahają się pomiędzy 5 a 15°C. Zasadniczo wiosnę poprzedza zima, jednak pomiędzy tymi okresami znajduje się klimatyczny etap przejściowy – przedwiośnie.

Za początek wiosny fenologicznej przyjmuje się początek wegetacji oraz kwitnienie przebiśniegów oraz krokusów.

Za to ja, dla odmiany, tym razem nie rzeknę nic i tylko radośnie sobie zawrzasnę:

WIOOOSNAAA!!

Kwitując dzisiejszą podniosłą okazję wyjątkowo adekwatną piosenką: