o tym, że w końcu uległam
30 lipiec, czwartek
Przez wiele miesięcy broniłam się dzielnie. W pogardzie mając bałwochwalcze zachwyty rozentuzjazmowanej, głupawo podekscytowanej i najwyraźniej zakochanej od pierwszego wejrzenia gawiedzi, stawiałam heroiczny opór całym swym jestestwem, choć wokół mnie grubo ponad dwieście harmat grzmiało i artyleryi ruskiej ciągnęły się szeregi. Wszystkie z niecnym zamiarem skłonienia mnie do uległości i poddania się zgubnemu czarowi tego szatańskiego wynalazku.
Przez wiele miesięcy byłam twarda, nieustraszona i absolutnie nieugięta. Stal, skała, suchy chleb – by zacytować moich ulubionych twórców współczesnej sztuki kabaretowej. Nie istniała w przyrodzie siła, która byłaby w stanie zmusić mnie do przyłączenia się do tej zbiorowej psychozy; mój trzeźwo myślący i całkowicie niepodatny na tego rodzaju rozrywki umysł przez długi czas nie pojmował, czym ci nieszczęśni ludzie tak dziko się ekscytują.
Przez wiele miesięcy naprawdę skutecznie udawało mi się bronić przed tym złem.
Aż wreszcie stało się. Dopadło i mnie.
Cześć, jestem sis i odczuwam niepohamowany pociąg do doktora House’a…
o upale
16 lipiec, czwartek
Żar leje się z nieba. Pod wpływem nagłego wybuchu afrykańskich temperatur powietrze zakrzywia się; miasto drży i faluje, a wraz z nim jego mieszkańcy, mozolnie odklejający stopy od rozmiękłych chodników. Pachnie kurzem, świeżo skoszoną trawą i roztopionym w słońcu masłem; wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie, niespiesznie, zdecydowanie bardziej leniwie, zupełnie jakby miłościwie panujący skwar miał cudowną zdolność krępowania ruchów i zmuszania ludzi do upokarzająco przyjemnej, ospałej uległości.
Niemrawym krokiem przemierzam pogrążone w letnim rozmemłaniu ulice, demonstrując światu swoje blade łydki i obnażone ramiona. Instynkt samozachowawczy podpowiada mi, że takie przymusowe ograniczenie przyodziewku to smutna konieczność przy tak nieprzyzwoitych temperaturach, nie zmienia to jednak faktu, że czuję się jak w tym paskudnym, chyba doskonale wszystkim znanym śnie. Tym, w którym zjawiasz się na wytwornym bankiecie i po spektakularnym entrée i wdzięcznym zejściu po schodach, żywcem wyjętych z Dynastii, odkrywasz nagle, że zapomniałeś się ubrać i jesteś całkiem nagi.
W moim prywatnym koszmarze sennym przybieram rozmiary dorodnego wieloryba, a każdy, bodaj najlżejszy kontakt z kleisto-lepkim, gęstym jak zupa powietrzem powoduje, że dodatkowo puchnę, powiększam się, rozrastam do monstrualnej wielkości. Przezornie zaszywam się więc w domu, robię rzeczy, które nie mają najmniejszego sensu, nie dają mi radości albo są dla mnie niewskazane i stanowczo za głośno słucham cokolwiek przygnębiającej muzyki. I wypatruję deszczu, na przekór meteorologom i alarmom przeciwpowodziowym.
Après moi, le déluge.
o tym, że jestem kobietą maltretowaną
9 lipiec, czwartek
Przemoc domowa nie wybiera. Okazuje się, że nawet po prawie pięciu latach zdrowego, przykładnego, partnerskiego związku można dostać po pysku od własnego konkubenta…
Dramat rozegrał się wczoraj wczesnym wieczorem, na trzecim piętrze spokojnego bloku, usytuowanego przy jednej z porządniejszych poznańskich ulic. W zdarzeniu udział wzięli: poszkodowana, czyli ja, sprawca pobicia w osobie G., nie przejawiający jak dotąd absolutnie żadnych damskobokserskich skłonności oraz drzwi, które z godną Oscara brawurą wcieliły się w rolę narzędzia zbrodni.
Świadkowie zeznają, że w chwili, gdy doszło do incydentu, nieświadoma niczego ofiara podążała właśnie do kuchni, dopijając beztrosko resztki kawy. Podejrzany natomiast czaił się w łazience, najprawdopodobniej dybiąc na przechodzącą. Dowody i okoliczności zdarzenia dobitnie wskazują na to, że atak, który nastąpił chwilę później, był przemyślany i dokładnie zaplanowany.
Kiedy poszkodowana znajdowała się przy drzwiach od łazienki, ukrywający się wewnątrz pomieszczenia napastnik otworzył je z impetem, mocno uderzając nimi nieszczęsną kobietę. Dzierżony przez nią kubek, znajdujący się akurat niebezpiecznie blisko jej ust, natychmiast wszedł więc w bezpośredni i dość bolesny kontakt z częścią jej twarzoczaszki, w efekcie czego ofiara doznała obrażeń górnej wargi oraz nie mniej dotkliwego uszkodzenia naskórka u nasady nosa. Co zaowocowało tym, że – mówiąc kolokwialnie – gęba cokolwiek jej spuchła.
Warto dodać, że w chwili dokonania napadu sprawca znajdował się pod wpływem alkoholu i – poza wspomnianymi już drzwiami – właśnie otwierał drugie piwo. Odnotować również należy, że tuż po całym zajściu troskliwie opatrzył on swoją konkubinę. Był to oczywiście ładny gest z jego strony, budzący jednakże całkiem uzasadnione podejrzenia, pozwalające przypuszczać, że starał się on po prostu wykręcić w ten sposób od odpowiedzialności, pozorując nieszczęśliwy wypadek i jedynie udając współczucie.
Prokuratura bada sprawę, wkrótce dowiemy się, czy sprawcy zostaną postawione zarzuty. Nieoficjalne źródła informują, że poszkodowana po chwili dąsów, okraszonych przykładaniem lodu do obolałych miejsc, wybaczyła swemu oprawcy, tłumacząc swoją decyzję następująco: Nigdy wcześniej mnie nie uderzył, zdarzyło mu się to po raz pierwszy. Obiecał, że to się już nie powtórzy, postanowiłam więc dać mu jeszcze jedną szansę. Poza tym jest w tym chyba także nieco mojej winy – obiad faktycznie był trochę za słony…


